Portret Kobiety

Felietony



Nie wszystko złoto co... czyli z życia wzięte cz.II

Felietony / Marianna Dembińska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Marianna Dembińska - polska hrabianka, bizneswoman i specjalistka od gaf. Mieszka we Włoszech, zajmuje się dystrybucją i promocją win. Napisała autobiograficzną powieść "Tobie to dobrze" i sztukę "Casting", której polska premiera niedawno odbyła się na deskach opolskiego teatru.

Bacik i marcheweczka

Użycie marchewki i bata - w zależności od sytuacji jest śmiałabym powiedzieć nie zapisanym w konstytucji obowiązkiem każdego z nas, by żyło się lepiej. Już tłumaczę, o co mi chodzi: chodzi mi o reakcje. Pamiętam kawał ( opowiadany jeszcze w szkole podstawowej, nie jest śmieszny, ale pomaga obrazowo wytłumaczyć). No, więc jest kilkuletnie dziecko - niemowa, - które pewnej niedzieli przy obiedzie pyta mamy: jest kompot? Mama podskakuje na krześle! Dziecko! To ty potrafisz mówić??? To, dlaczego przez te wszystkie lata milczałeś??? - Bo zawsze był - odpowiada spokojnie dziecko. No i właśnie tak to wygląda. Nasza reakcja - czy wyrażająca zadowolenie i komplementy - czy brak zadowolenia pomaga tym z drugiej strony zrozumieć jak pracują. W niektórych sytuacjach możnaby zaszaleć i napisać list. No, więc ja mam to przyzwyczajenie i chciałabym nim zarazić. Kilka tygodni temu po raz pierwszy od nie wiem ilu lat odbyłam ma podroż pociągiem intercity z Gdańska do Warszawy. Cudowna podroż. Przedziały wyglądały jak te z amerykańskich telefilmów i pachniały. Uprzejmy Pan kelner przyniósł mi 2 razy kawę i ciasteczka, ale nie przyniósł słonego rachunku, bo to już było wliczone w cenę biletu. No, więc ja teraz oficjalnie chciałam za to podziękować. Miałam zamiar napisać list do Dyrektora PKP, aby wyrazić moje zadowolenie, ale umknęło mi to jakoś, więc korzystam z okazji. Raz jeszcze dziękuję. List o całkiem innym charakterze napisałam do dyrektora pewnego hotelu w Austrii. A było to tak: nie tak dawno temu, za górami Alpami był sobie hotel, do którego przyjechałam ja z Roberto (mój narzeczony) oraz moi znajomi z Węgier. W recepcji tego hotelu była pani a raczej kobieta, o imieniu Anna. Spytałam ( grzecznie, po angielsku, bo nie znam niemieckiego) czy mają może garaż, ponieważ mieliśmy zamiar zatrzymać się tylko 1 jedną noc, po czym jechaliśmy na miesiąc do Polski. Samochód był załadowany niepotrzebnymi zresztą przedmiotami i nie chciało nam się wszystkiego rozładowywać. Ta kobieta o imieniu Anna odpowiedziała mi, głupim tonem i z ironicznym uśmieszkiem, że jesteśmy w Austrii i że tutaj nie ma złodziei. Podziękowałam za ta kojąca informację, po czym podałam paszport, o który zostałam poproszona. ONA, czyli kobieta o imieniu Anna spytała czy chcemy rano zjeść śniadanie, odpowiedziałam, że tak. 119 Euro - odpowiedziała - płatne z góry. Nawet nie spytałam, dlaczego mam zapłacić z góry za pokój, choć jest to praktyka rzadko używana,( a w Austrii na noc zostaje kilka razy w roku), bo pomyślałam sobie, że sfrustrowana kobieta chce mi pokazać, kto tu rządzi, widząc jednak na blacie recepcji deplient z napisem ( powtarzam, nie znam niemieckiego) coś, co wydawało mi się: podwójny pokój 99 €uro (GRZECZNIE) spytałam o przyczynę droższej dla mnie taryfy. Na to ONA warknęła przewracając oczami, że przecież chciałam śniadanie dla 2 osób a nigdzie chyba nie pisze, że ono jest gratis. Kosztuje 10 €uro od osoby, więc mam sobie policzyć. Nie odpowiedziałam też na to, choć nie ukrywam, że nerwy zaczynały mnie zawodzić, tym ba dziej, że ONA odwróciła się do koleżanki i bezczelnie - przy mnie ( a czekałam na Robert, który poszedł po walizki) zaczęła mnie obgadywać, po czym wybuchnęły śmiechem. Nie rozumiałam, dlaczego...Obiecałam sobie, że nauczę się niemieckiego... Jak już wrócił Robert, powiedziałam mu ( PO POLSKU), że obsługa nie zasługuje na tytuł „ najsympatyczniejszej recepcjonistki roku". No i w tym momencie ONA odpowiedziała mi ( PO POLSKU), że kto tu jest „miss sympatia" to se możemy dopiero pogadać. Weszliśmy do pokoju, ja roztrzęsiona z nerwów, bo gdyby ONA była Niemka to bym mogła wytłumaczyć sobie, dlaczego...Ale NASZA??? I do mnie??? Do mnie, co macham i mrugam jak widzę „naszych" na autostradach i zagaduje jak tylko słyszę, że mówią po Polsku gdziekolwiek z toaleta w restauracji włącznie??? No, więc napisałam list do dyrektora opisujący cala sytuacje. Podpisując się i zostawiając wizytówkę. Jak wróciliśmy z Polski, czekał na nas list z przeprosinami od dyrektora hotelu i darmowy nocleg - z którego nie skorzystaliśmy i nie skorzystamy, bo żadna dla mnie satysfakcja pojechać i wejść z tryumfalnym ironicznym uśmiechem? Satysfakcje miałam, jak myślałam o NIEJ, co została poproszona o przyjście na pogawędkę do szefa. Mogłam ja wyzwać, odpyskować, powiedzieć, że ona jest tu by obsługiwać mnie...Ale co by mi to dało? ONA by mi odpyskowała albo i przeszła do rękoczynów... A ja w boksie praktyki nie mam. Po za tym: słowo ulatuje a papier zostaje.
I żyli długo i szczęśliwie.

 

Chciałeś rowerek? No to pedałuj!!!

Kapitalizm - upraszczając do minimum jest jak sok pomarańczowy. Pokazują ci towar czy usługę jak coś NAJ, bez czego nie da się żyć, a jak tego nie masz to jesteś nikim, nie istniejesz. Ten sok pomarańczowy w kartoniku z pomarańczą ma wspólną tylko nazwę, ale to, dzisiaj, ja też już wiem. Niech żyją pijalnie świeżych soków!
No, więc mówiąc dokładniej, życie w kapitalizmie jest ciągła walką, bo celem kapitalizmu jest cię okraść i oszukać biorąc cię za idiotę, co nic nie kapuje. Ktoś musi na tobie zarobić. Im więcej tym lepiej, a ty głupi pracuj, zarabiaj i wydawaj... No i to właśnie jest dobra strona kapitalizmu - każdy może pracować, zarabiać i ma, na co wydawać. Problemem jest to, że sprzedają ci NIC jako COŚ, i manewrują poprzez reklamy i narzucane mody do ciągłej i nieustającej konsumpcji. Aby żyć dobrze, trzeba na wszystko zwracać uwagę, na to, co nie jest opisane i to, co jest - malusieńkim druczkiem na dole kontraktu.
No, a teraz by z miłym akcentem zakończyć to narzekanie na szeroko rozpowszechnione oszustwa powiem tak: mamy te problemy, ale żyje się i tak lepiej... Mamy sok pomarańczowy do śniadania... Kiedyś ich, (czyli problemów) nie było, ale sklepów z pełnymi polkami też nie. Viva!

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma

Taka już wykrzywiona ludzka natura, że trawa w ogrodzie sąsiada wydaje się zawsze zieleńsza, i nie ma nic, co polepsza humor bardziej niż. wiedzieć, że inni też maja problemy, większe, czy mniejsze, ale też mają powody do bezsenności. No, więc amerykanów to chyba teraz nieźle straszy, bo okazało się, że Włocho-Amerykanin skazany na karę śmierci, którą zresztą wykonano w stanie Wirginia kilka lat temu najprawdopodobniej był niewinny, a decyzyjny dowód jego winy - DNA - został w laboratorium sfałszowany. Otworzono śledztwo i sprawdzać będą 150 innych wyników DNA również badanych w owej fabryce nieistniejących dowodów. No i powiedzcie mi, że u nas żyje się źle. Ameryka - owszem daje możliwości zawodowe jak mało, który inny kraj, ale lepiej nie zostać oskarżonym o nic groźnego.
We Włoszech od kilku miesięcy każdy program, każda gazeta mówi o szalejącym na półwyspie kryzysie. No, więc podają, że w 2004 roku spożycie owoców i warzyw spadło, o 12 % - bo SĄ drogie, wizyty kontrolne u dentystów spadły o 35 % a leczenie zębów aż o 50%, sprzedaje się mniej samochodów, Fiat przechodzi kryzys... A propos Fiata. Dzieciństwo i młodość wszystkich Polaków od trzydziestki wzwyż minęło pod znakiem marki Fiat. O tak...Pamiętam, jaki szok przeżyłam, jak dowiedziałam się, że Fiat nie jest polski! I jak już wiedziałam, że należy do Włochów myślałam, że go im sprzedaliśmy!
I nie rozumiałam, dlaczego. Nawet gdyby tak było...To całe szczęście, bo widząc dzisiejszą sytuację... Generał Motor by rozwieść się z fiatem wołał zapłacić półtora miliarda dolarów (czy ero?) Byleby z nimi nie mięć nic wspólnego. Nas na wyrzucenie takiej sumy na razie jeszcze nie stać.
Niemcy akceptują pracować więcej godzin za mniej niz. dotychczas pieniędzy, - czyli poświecenie jest podwójne. Krwiopijczy kapitalizm? Nie - odpowiedz na ataki konkurencji obniżającej ceny i, cóż jedyny sposób by fabryki na przynajmniej jeszcze jakiś czas zostały w Niemczech a nie zostały przeniesione do Rumunii, Albanii czy bezpośrednio do Chin.
Francuzi...Co się tam u nich dzieje? Nic dobrego.
No to może byśmy w końcu narzekali troszeczkę mniej? Nie mówie, żeby nie narzekać wcale, bo to taka nasza tradycja, a tradycja - wiadomo to bardzo poważna sprawa. Czasami tylko szlag mnie trafia, jak słyszę zawsze tylko złe wiadomości - i że u nas to jest gorzej niż źle, a TAM to się żyje!!!
Tak... żyje w niektórych krajach całkiem nawet fajnie... Dopóki nie zrobią z ciebie płatnego mordercy, serial-killera czy kogoś innego, którego „sprawiedliwość" dla uspokojenia społeczeństwa i dowartościowania policjantów (tych złych) będzie potrzebować.

 

Poliglotą być

Jako dziecko, na pytania, kim chcę być jak będę duża odpowiadałam, że turystką. Kazano mi się uczyć języków więc się uczyłam, i nie wyszłam na tym źle, w większości przypadków.... Czasami proszą mnie o pomoc w przetłumaczeniu czegoś, odpowiedzeniu na list czy zadzwonieniu gdzieś. Raz na przykład, kilka lat temu przez tydzień uczyłam pracującego na czarno niezbyt sprytnego mężczyznę zdania,"Co mam zrobić jak policja mnie złapie". Ten cwaniak zaplątał się i powiedział "Policja mnie złapała, co mam zrobić". Niby zdanie podobne...
No, więc każdy medal, ma dwie strony, znajomość języków też. Każdy zna kawał o tym jak baca siedzi z synem, podchodzi turysta i pyta: Do you speak english? Baca nic. Parlez-vous francais? Baca nic. Parla italiano? Baca nic. Zrezygnowany turysta odchodzi. Baca do syna: widzisz, jak byś znał języki, to byś się dogadał. Na to syn: ten facet znał i co mu to pomogło?
No, więc mnie pomogło. Daję sobie radę zawsze i wszędzie. Jedyny problem, to, że durnowate wypowiedzi rozumiem nie w jednym, lecz w kilku językach a to męczy. No więc polecam zapięcie pasów.
Po śmierci papieża, we włoskiej telewizji pewien mężczyzna podający się za dziennikarza i co gorsza mający program telewizyjny codziennie na Rai Uno; powiedział, (raz jeszcze polecam zapięcie pasów bezpieczeństwa i może wzięcie waleriany bądź, co najmniej rumianku), że na pogrzebie Papieża było widać same polskie flagi, bo....WŁOSI STALI Z POLSKIMI FLAGAMI. Cóż, ja bym dodała, że nie tylko stali z polskimi flagami, żeby lepiej się wcielić w rolę, na zadawane przez włoskich dziennikarzy pytania odpowiadali po polsku i udawali, że włoskiego w ogóle nie znają. Może nawet najpierw szybciutko pojechali do Polski, a potem, na pogrzeb jechali polskimi autokarami J No, więc tego wieczoru jak to powiedział, ja poszłam spać zdenerwowana i przeklinając na wszystko, wszystkich, życie na emigracji i zastawiałam się, po co ja się tych języków uczyłam? Żeby takich bredni wysłuchiwać? Dzień później włączyłam telewizję, jednak zdecydowanym ruchem zmieniałam program no i na - La 7 cudowny Pan ( przez wielkie „P") dziennikarz ( przez wielkie „Dz") Enrico Vaime powiedział, że autostrada Milano - Roma jest zapchana polskimi autokarami i że jego brat jechał do Rzymu dłużej niż zwykle, bo....Polacy przestrzegali limitów szybkości. No i wtedy tak mi się słodziutko zrobiło, siadłam jednak i wysłałam e mail do mężczyzny tego z RaiUno.
No, a wracając do języków, polski i włoski mają sporo takich samych słów - często o innym zupełnie znaczeniu. No więc „droga" po włosku to narkotyki ( więc nie pytajcie policjanta o drogę , bo was zamknie ) , „cosa" (czytaj koza) oznacza „co" , więc proszę nie serwować Włochom mleka czy sera z kozy , „curva" oznacza zakręt ( więc nie wciskajcie Włochom ulotek z nocnych klubów, te sami znajdą, kluby - nie ulotki) ale..."vino „ to „ wino", więc jak chodzi o picie to jak zawsze dogadaliśmy się.
Jako dziecko, na pytania, kim chcę być jak będę duża odpowiadałam, że turystką. Kazano mi się uczyć języków, więc się uczyłam, i nie wyszłam na tym źle, w większości przypadków.... Czasami proszą mnie o pomoc w przetłumaczeniu czegoś, odpowiedzeniu na list czy zadzwonieniu gdzieś. Raz na przykład, kilka lat temu przez tydzień uczyłam pracującego na czarno niezbyt sprytnego mężczyznę zdania, "Co mam zrobić jak policja mnie złapie". Ten cwaniak zaplątał się i powiedział "Policja mnie złapała, co mam zrobić". Niby zdanie podobne...
No, więc każdy medal, ma dwie strony, znajomość języków też. Każdy zna kawał o tym jak baca siedzi z synem, podchodzi turysta i pyta: Do you speak english? Baca nic. Parlez-vous francais? Baca nic. Parla italiano? Baca nic. Zrezygnowany turysta odchodzi. Baca do syna: widzisz, jak byś znał języki, to byś się dogadał. Na to syn: ten facet znał i co mu to pomogło?
No, więc mnie pomogło. Daję sobie radę zawsze i wszędzie. Jedyny problem, to, że durnowate wypowiedzi rozumiem nie w jednym, lecz w kilku językach a to męczy. No, więc polecam zapięcie pasów.
Po śmierci papieża, we włoskiej telewizji pewien mężczyzna podający się za dziennikarza i co gorsza mający program telewizyjny codziennie na Rai Uno; powiedział, (raz jeszcze polecam zapięcie pasów bezpieczeństwa i może wzięcie waleriany bądź, co najmniej rumianku), że na pogrzebie Papieża było widać same polskie flagi, bo....WŁOSI STALI Z POLSKIMI FLAGAMI. Cóż, ja bym dodała, że nie tylko stali z polskimi flagami, żeby lepiej się wcielić w rolę, na zadawane przez włoskich dziennikarzy pytania odpowiadali po polsku i udawali, że włoskiego w ogóle nie znają. Może nawet najpierw szybciutko pojechali do Polski, a potem, na pogrzeb jechali polskimi autokarami J No, więc tego wieczoru jak to powiedział, ja poszłam spać zdenerwowana i przeklinając na wszystko, wszystkich, życie na emigracji i zastawiałam się, po co ja się tych języków uczyłam? Żeby takich bredni wysłuchiwać? Dzień później włączyłam telewizję, jednak zdecydowanym ruchem zmieniałam program no i na - La 7 cudowny Pan ( przez wielkie „P") dziennikarz ( przez wielkie „Dz") Enrico Vaime powiedział, że autostrada Milano - Roma jest zapchana polskimi autokarami i że jego brat jechał do Rzymu dłużej niż zwykle, bo....Polacy przestrzegali limitów szybkości. No i wtedy tak mi się słodziutko zrobiło, siadłam jednak i wysłałam e-mail do mężczyzny tego z RaiUno.
No, a wracając do języków, polski i włoski mają sporo takich samych słów - często o innym zupełnie znaczeniu. No więc „droga" po włosku to narkotyki ( więc nie pytajcie policjanta o drogę , bo was zamknie ) , „cosa" (czytaj koza) oznacza „co" , więc proszę nie serwować Włochom mleka czy sera z kozy , „curva" oznacza zakręt ( więc nie wciskajcie Włochom ulotek z nocnych klubów, te sami znajdą, kluby - nie ulotki) ale..."vino „ to „ wino", więc jak chodzi o picie to jak zawsze dogadaliśmy się.

Pamiętam jak...

Zwróciłam uwagę na pewne bardzo interesujące zachowanie, które chciałabym przeanalizować... Zabawie się w psychoanalityka - mogę prawda? No niby nie mam żadnego wykształcenia w tym kierunku, ale to chyba nic groźnego, obiecuje, że nie będę wypisywać recept. Nie raz, nie dwa i nie trzy widziałam w telewizji osoby mniej lub bardziej znane (albo te, co znanymi chciałaby być) wcielających się w role opinionisty (napiszę za moment o nich, bo tego to nie mogłabym sobie podarować!). No i jak tak czasami sama nie wiem, dlaczego oglądam wywiady z nimi. Te wywiady mają jedną łatwo zauważalną cechę i to właśnie to chcę przeanalizować:
Przykład:
Pytanie dziennikarza: „ Dlaczego Pana zdaniem Karol Wojtyła był tak kochany przez młodzież?"
Odpowiedź: „ Ja miałem 4 razy ogromny przywilej spotkania Ojca Świętego, z czego raz pamiętam, właśnie wyszedł mój film i Ojciec Święty mi powiedział, że bardzo mu się podobał. Wzruszyłem się „
Pytanie: „Dlaczego uczuciowe życie Marii Callas było tak nieszczęśliwe?"
Odpowiedź: „Tak....Jak wiecie, Maria i ja byłyśmy jak siostry! Więc pamiętam jak rozstała się z Onassisem, ja do niej zadzwoniłam i powiedziałam, Maria, jedziemy na Lazurowe Wybrzeże. Pojechałyśmy, to była najpiękniejsza podróż mojego życia"
Pytanie: Co wyróżnia Placido Domingo od innych światowej klasy tenorów?
Odpowiedź: Placido! Grande! Wielki mistrz! Maestro! Pamiętam jak raz przyjechaliśmy do Londynu i miął on drobny problem z głosem, ale nigdy nic niewiadomo, mogło się to źle skończyć, ja poszedłem do hotelowej kuchni, zrobiłem mu kogel - mogel z 3 jajek, on to wypił i dzień później było wszystko Ok i zaśpiewał.... Jak nigdy w życiu?!!!.( Ja też będę jeść jajka i może sprzedam więcej płyt niż Maria Carey i Whitney Huston razem wzięte).
No, więc przeanalizujmy te osoby: nie maja amnezji, bo każde zdanie zaczynają od słów pamiętam jak ja i on...My....On mi powiedział...Ona mi powiedziała....Dlaczego nie odpowiadają na zadawane im pytania?
a) mają coś do ukrycia
b) nie zrozumieli pytania
c) celowo dali wymijającą odpowiedź, żeby sprawdzić czy ktoś ich słucha i to zauważy
d) chcą wykorzystać te 5 minut sławy, jakie fakt, że kogoś kiedyś poznali im daje
Moim zdaniem opcja „d" jest najbardziej prawdopodobna. Planuje otworzenie strony internetowej www.cotyotymmysliszglosujznami.pl
Proszę o głosowanie w tej sprawie.
Dziennikarzom chciałam polecić zadanie jako pierwsze pytanie: Jakie pan /pani ma wspomnienia ze spotkań z...( to nam wszystko o tym koglu moglu i lazurowym wybrzeżu opowiedzą odpowiadając na pytanie), po czym przejście do kolejnych pytań.
Jest jednak pewne ryzyko, jeżeli opcje słuszne to „a", „b" bądź „c", że na wyżej wymienione pytania odpowiadać będą: „ cóż....Karol Wojtyła był wyjątkowym Papieżem, nie tylko ze względu na ilość odbytych podroży pastoralnych, ale również ze względu na bezpośredniość, otwartość, poczucie humoru"...Maria Callas? Cudowna artystka, miała jednak trudny charakter - nie było łatwo z nią pracować. Placido Domingo? Słyszałam, że planuje teraz tourne po Azji.
No i jesteśmy w domu.

Opinionistą być

No tego, żeby napisać o opinionistach nie mogłam sobie w żadnym przypadku odpuścić. No tego, żeby napisać o opinionistach nie mogłam sobie w żadnym przypadku odpuścić.
Więc opinionista jest to nowa rola w telewizji - na razie na szczęście nie w polskiej i mam nadzieję, że w naszym pościgu za zachodem ten przystanek zgubimy. Kto może zostać opinionistą? Piosenkarka, która nie śpiewa, aktorka, której ogólnie nie wyszło ( Uwaga! W Polsce aktorzy w 90 % kończą studia aktorskie, we Włoszech wystarczy mieć biust 3 rozmiaru i zrobić nago kalendarz, więc czapki z głów dla naszych aktorów). Opinionistą stają się też osoby, które prowadziły programy telewizyjne ( Uwaga! W Polsce, aby prowadzić program należy mieć ukończone studia, najlepiej dziennikarskie albo mięć wiedze na jakiś temat i na ten temat prowadzi się program; we Włoszech wystarczy mięć biust 3 rozmiaru i zrobić nago kalendarz). Jak już wiemy skąd się opinioniści biorą ( upraszczając - telewizyjni bezrobotni, którzy się już opatrzyli) zajmijmy się tym, co robią?. No, więc zaszczycają swa obecnością różne programy w stylu talk show i każdego dnia wyrażają swe opinie na inny temat - o żadnym nie maja zielonego pojęcia, chyba, że...
Chyba, że poruszane tematy są na poziomie wystarczająco niskim, aby osoby mające w mózgu 2 neurony były w stanie zrozumieć. Wczoraj po południu na Rai2 przez godzinę toczyła się debata na temat „ nadchodzi lato, czy jesteśmy gotowi by założyć kostiumy kąpielowe „?
No, więc opinia na ten temat jest taka: ja nie jestem gotowa, przytyłam, jak co roku w ciągu zimy 3 kilo i oczywiście nie tam gdzie trzeba tylko tam gdzie nie trzeba.
Odchudzać się nie będę - bo dieta i ja nie lubimy się za bardzo. Spróbuję trochę więcej chodzić a mniej używać samochodu. Paniom, które chciałyby schudnąć polecam ruch a nie dietę. Spacery, może jogging albo nawet basen. Ale fajnie jest wyrażać własną opinię!

Więc opinionista jest to nowa rola w telewizji - na razie na szczęście nie w polskiej i mam nadzieję, że w naszym pościgu za zachodem ten przystanek zgubimy. Kto może zostać opinionistą? Piosenkarka, która nie śpiewa, aktorka, której ogólnie nie wyszło ( Uwaga! W Polsce aktorzy w 90 % kończą studia aktorskie, we Włoszech wystarczy mieć biust 3 rozmiaru i zrobić nago kalendarz, więc czapki z głów dla naszych aktorów). Opinionistą stają się też osoby, które prowadziły programy telewizyjne ( Uwaga! W Polsce, aby prowadzić program należy mieć ukończone studia, najlepiej dziennikarskie albo mięć wiedze na jakiś temat i na ten temat prowadzi się program; we Włoszech wystarczy mięć biust 3 rozmiaru i zrobić nago kalendarz). Jak już wiemy skąd się opinioniści biorą ( upraszczając - telewizyjni bezrobotni, którzy się już opatrzyli) zajmijmy się tym, co robią?. No, więc zaszczycają swa obecnością różne programy w stylu talk show i każdego dnia wyrażają swe opinie na inny temat - o żadnym nie maja zielonego pojęcia, chyba, że...
Chyba, że poruszane tematy są na poziomie wystarczająco niskim, aby osoby mające w mózgu 2 neurony były w stanie zrozumieć. Wczoraj po południu na Rai2 przez godzinę toczyła się debata na temat „ nadchodzi lato, czy jesteśmy gotowi by założyć kostiumy kąpielowe „?
No, więc opinia na ten temat jest taka: ja nie jestem gotowa, przytyłam, jak co roku w ciągu zimy 3 kilo i oczywiście nie tam gdzie trzeba tylko tam gdzie nie trzeba.
Odchudzać się nie będę - bo dieta i ja nie lubimy się za bardzo. Spróbuję trochę więcej chodzić a mniej używać samochodu. Paniom, które chciałyby schudnąć polecam ruch a nie dietę. Spacery, może jogging albo nawet basen. Ale fajnie jest wyrażać własną opinię!

 

Marianna Dembińska




Być może zainteresują Cię inne pozycje z tej kategorii: