Portret Kobiety

Solarium



Nowa era opalania

Nowe salony solaryjne, podejście kosmetyczno-solaryjne czy nawet fryzjersko-solaryjne charakteryzują się dzisiaj coraz częściej nie tylko bardziej profesjonalny do obsługi klienta, ale - co najważniejsze - są bardziej świadome odpowiedzialności za proponowane usługi.

 

Historia odpowiedzialnego opalaniaSłońce

To często pojawiające się określenie - najczęściej widziane w parze ze słowem "bezpieczne" - stało się możliwe głównie dzięki stałemu rozwojowi technik pomiarowych skóry. Od wielu lat naukowcy i inżynierowie niemieccy pracują nad idealną metodą pomiaru skóry w celu określenia jej fototypu. Pierwsze systemy powstały już w roku 1998 i były opisywane na łamach naszego pisma. Ograniczały się one jednak tylko do pomiaru koloru skóry, a co za tym idzie - nie brały pod uwagę jej genetycznych uwarunkowań, takich jak na przykład jej grubość.

 

Drugim krokiem w rozwoju były systemy dziś najbardziej znane pod nazwą beauty & care, które również opisywaliśmy na naszych łamach przy okazji wielkiej premiery w niemieckim Hamburgu. Poza pomiarem koloru skóry brały one pod uwagę jej wilgotność oraz natłuszczenie. Na podstawie tych trzech wartości oraz informacji zebranych w indywidualnej ankiecie wstępnej otrzymanej od klienta zdecydowanego na opalanie według systemu beauty & care system obliczał bezpieczny czas opalania i sterował odpowiednio urządzeniem opalającym, które było nieodłączną częścią systemu. Metoda ta miała swoich zwolenników, ale i przeciwników, którzy zarzucali producentowi głównie to, że decydując się na ten system, zostają zmuszani do zakupu powiązanego z nim urządzenia opalającego. Mimo że wielu branżowców uważało, iż w dziedzinie pomiarów nie da się już więcej nic wymyślić, twórca pierwszego profesjonalnego systemu SkinSelect pracował nadal nad czymś zupełnie nowym. Wiedział on bowiem, że dotychczasowe systemy pomiarowe mają stosunkowo duże niedoskonałości. Jedną z nich było bardzo duże, bo sięgające aż 50% ryzyko błędu pomiarowego. Wynikało ono z pomiaru koloru skóry, którynie jest niestety wprost proporcjonalny do odporności na przyjmowanie promieni ultrafioletowych. Zbyt często w praktyce spotykało się ludzi o ciemniejszej karnacji, którzy parzyli się podczas opalania na urządzeniach solaryjnych, gdy tymczasem osoby o jaśniejszej karnacji, używając tego samego urządzenia i tych samych czasów ekspozycji, nie narzekały, a wręcz podwyższały czas ekspozycji przy następnej wizycie.

 

Długoletnie doświadczenia i wiele testów przeprowadzonych w niemieckich salonach solaryjnych udowodniły podejrzenia i skierowały energię inżynierów w innym kierunku. Rozpoczęto badania nad systemem, który do pomiaru odporności skóry na promienie UV używał właśnie tych, a nie innych promieni w bardzo niskiej, ale dokładnie sprecyzowanej i mierzalnej dawce. Prace trwały kilka lat i ich efektem jej chroniona międzynarodowym patentem metoda pomiaru skóry przy pomocy promieni UV. Seria urządzeń wykorzystujących ten patent opatrzona jest nazwą SkinControl.

 

Dla kogo tak, a dla kogo nie?

To pytanie najczęściej zadajemy sobie sami, myśląc o systemie kontroli skóry. Zdecydowanie dla wszystkich tych, którzy poczuwają się do przejęcia odpowiedzialności za usługi świadczone na rzecz nie całkiem świadomego klienta, odwiedzającego salon głównie po to, aby stać się bardziej atrakcyjnym, czyli brązowym. Niestety, mimo ogólnie panującej błędnej opinii na temat opalania często nie poczuwamy się do tego, aby coś na rynku zmienić i tym samym zagwarantować sobie długoterminowe korzyści. Tym bardziej dziwić może fakt postawy producentów urządzeń i lamp, którzy podążają ślepo za oczekiwaniami klienta końcowego. "Aby być opalonym, trzeba się trochę pomęczyć i pocierpieć, bo inaczej nie będzie efektu" - to najbardziej bezpodstawny mit towarzyszący branży solaryjnej od chwili wzrostu konkurencji. Im ciaśniej na rynku, tym bardziej agresywne staje się opalanie. W ostatnich czasach coraz częściej spotykamy właścicieli, którzy świadomie parzą swoich klientów, tłumacząc się przy tym, iż jeśli nie będą tego robić, to duża część klientów odejdzie do konkurencji, a im pozostanie zamknięcie salonu z powodu niewypłacalności leasingu czy kredytu zaciągniętego na zakup urządzeń. I dziwić się temu chyba nie można, bo w końcu wszyscy należymy do jednego gatunku, a ten charakteryzuje się tym, że może świadomie podejmować również złe decyzje. Wybieramy tak zwane mniejsze zło.

Schemat myślenia jest następujący: "Jak chce, to dlaczego mam mu zabraniać. Niech się podpiecze, będzie zadowolony, a po kilku dniach, jak się podleczy, to i tak wróci. No przecież wszyscy tak robią, aby przeżyć w naszej branży. Dlaczego miałbym postępować inaczej?". To chyba sposób na przeżycie dla sporej części właścicieli salonów, bez względu na to, czy podchodzą świadomie do tego, co robią, czy też znaleźli się w nieświadomym owczym pędzie świadczenia usług solaryjnych. Czy tak zawsze musi być i czy nie ma sposobu na zmianę sytuacji, która zapanowała na naszym rynku?

 

Brąz nade wszystko!

Nie jesteśmy w stanie zmienić upodobań klientów do chęci bycia opalonymi. Ale czy to znaczy, że musimy zgadzać się na to, aby się palili w naszych salonach na własne życzenie? Niekoniecznie. Warto pamiętać o tym, że opalanie to nie tylko brąz. Poza mechanizmem obronnym polegającym na przyciemnianiu skóry opalanie przynosi nam cały szereg biopozytywnych efektów. Większość z nas nie jest świadoma tego, że to właśnie one powodują, iż klienci odwiedzają nas cały rok, sami nie wiedząc dokładnie, dlaczego. Oczywiście zapytane, dlaczego to robią, w 96% odpowiadają: dla pozyskania atrakcyjnej opalenizny. Jeśli pójdziemy krok dalej i zapytamy, czy opalanie sprawia im przyjemność, większość z nich odpowie: tak, oczywiście, że tak. Dużo klientów mówi, iż czują przypływ pozytywnej energii i wychodząc z kabiny, czują się dużo lepiej, mają lepszy nastrój, czują się dowartościowani. Czy aby tak się czuć, muszą cierpieć, mieć zaczerwienioną twarz na dowód efektywności opalania? Nie! Jeśli sami oni mówią, że czują się lepiej, to naszym głównym zadaniem staje się nie samo opalanie, lecz uświadomienie klientowi, czym jest opalanie. Jeśli uda nam się go przekonać, że nie musi cierpieć, aby być opalonym, a sama opalenizna, która powstaje w powolnym, kontrolowanym i bezpiecznym procesie kierowanym przez naszą obsługę, będzie nie tylko miała ładniejszy kolor, lecz przy okazji będzie zdecydowanie bardziej długotrwała - możemy pogratulować sobie tego, że posiedliśmy tajemną receptę na długotrwały sukces w branży i nie musimy zamartwiać się tym, że ktoś za rogiem opala o 5 groszy taniej, zabierając nam większość klientów.

 

Bezpiecznie, efektywnie i trwale

Znając dobrze proces powstawania opalenizny, wiemy, że do pobudzenia naszej skóry i zmuszenia jej do produkcji melaniny wystarczy stosunkowo niewielka dawka promieni z pasma UVB. Niestety, producenci lamp nastawieni na oczekiwany przez klienta efekt coraz rzadziej podają w katalogach faktyczne wartości, a ci, którzy je podają, są najczęściej mało zrozumiali i szybko dostosowują się do kolejnego owczego pędu, tym razem producentów, i przechodzą na nic nie mówiące współczynniki UVB. (Bardzo obszernie na ten temat pisaliśmy w numerach SOLARIUM xxx, xxx). Dzięki temu trendowi współczynnika UVB wypromowano bardzo proste i zarazem mało logiczne zachowanie właściciela salonu, polegające na wierze, że "lepsze to mocniejsze". Gdyby każdy właściciel salonu wiedział dokładnie, co to jest współczynnik i na czym polega prawdziwa wartość lampy do solarium, oraz zdawał sobie sprawę, co dokładnie chce osiągnąć, to nie byłoby problemu poparzeń w salonach solaryjnych. Poparzenia te wynikają w dużym stopniu z nieumiejętnego stosowania lamp i kompletnego braku logiki w doborze efektywnego czasu opalania. Bezpiecznie, efektywnie oraz trwale nie oznacza nic innego jak odpowiednie dobranie:

  • lamp pod względem ich mocy, zawartości UVB i przeznaczenia urządzenia
  • czasu opalania uzależnionego od fototypu klienta i stopnia przygotowania jego skóry do opalania
  • odpowiedniej dla oczekiwań częstotliwości wizyt klienta w naszym salonie.

Jeśli te trzy wartości będą odpowiednio dobrane, to możemy mówić o świadomym, bezpiecznym i zarazem trwałym efekcie opalania. Bez pomocy urządzeń pomiarowych lub bardzo długiej praktyki w branży polegającej na wiecznym eksperymentowaniu i testowaniu sprzętu oraz możliwości doboru odpowiednio przetestowanych lamp nie jest to jednak do końca możliwe. Aby poradzić sobie z punktem pierwszym, można dokonywać okresowych pomiarów efektywności lamp przy pomocy mierników UV. Drugim sposobem pomiaru jest zastosowanie uniwersalnego systemu SkinControl, który jednocześnie załatwia najtrudniejszy z kroków, a mianowicie określenie faktycznego fototypu klienta. A ten właśnie chwilowy fototyp w dużej części przypadków nie musi być, jak już wspomniano, zależny od koloru skóry. Genetyczne uwarunkowania budowy skóry mogą wprowadzić diametralne różnice w faktycznej odporności skóry na działanie promieni UV. Dodatkowo SkinControl samodzielnie generuje nam maksymalne proponowane czasy bezpiecznego i zarazem efektywnego opalania, co ułatwia nam w znacznym stopniu codzienną pracę z klientem. Otrzymuje on czasy dla wszystkich urządzeń znajdujących się w naszym salonie i sam może dokonać wyboru. My pozostajemy jednak zawsze w przekonaniu, że kierując się wskazaniami SkinControl, opalamy swoich klientów bezpiecznie i zarazem efektywnie.

 

Kojarzenie bezpieczeństwa z czasem opalania

Kojarzenie bezpieczeństwa z czasem opalania Media, a szczególnie prasa kobieca propaguje nadal ciągłą kampanię antysłoneczną, której główną ofiarą stała się nieobliczalna branża solaryjna. Musimy przyznać, że powodem tego jest niestety sama branża, która w dużej części bardzo trafnie została określona jako nieobliczalna. Zdarza się jednak jeszcze częściej, że zajmujący się tym zagadnieniem dziennikarze nie mają pojęcia o solarium i jego faktycznych możliwościach. Jeśli więc popatrzymy na to, na czym media budują ową antysolaryjną kampanię (brak wiedzy), to możemy przypuszczać, że dzięki takim systemom jak SkinControl będzie można dobrze stawić czoło tej kampanii i odwrócić jej ostrze przeciwko tym właścicielom salonów, którzy faktycznie bywają nieobliczalni, pozwalając klientom na to, aby opalali się według własnego uznania. Użytkownicy profesjonalnych systemów kontroli fototypu będą mogli wtedy spać spokojnie, reklamując swoje salony jako te, w których sprzedają bezpieczną, ładną, długotrwałą i opłacalną opaleniznę.

 

Z tym ostatnim określeniem związane jest ograniczenie efektywnego czasu opalania i zachęcenie klienta do krótszych, ale częstszych wizyt w naszym salonie. Który z klientów będzie lepszy - ten, który przyjdzie co kilka dni na 15 minut, czy ten, który opala się 7 minut co drugi dzień? Ten banalny przykład nie odbiega daleko od rzeczywistości. W przypadku nowego klienta, który przyszedł do nas po to, aby szybko się opalić, na przykład w 14 dni, dzielące go od imprezy, na której chce zabłysnąć swoją opalenizną, jedynym bezpiecznym rozwiązaniem jest zastosowanie urządzeń pomocniczych, które pozwolą nam określić dokładnie długość bezpiecznego i zarazem efektywnego seansu. Bez tego - nawet działając w dobrej wierze - możemy go spalić przy pierwszej wizycie i kolejnego tygodnia będziepotrzebował na wyleczenie podrażnień. Potem zostanie już tylko samoopalacz. Natomiast jeśli już w pierwszy dzień określimy dokładnie jego fototyp i zaaplikujemy mu taką dawkę promieni, która pobudzi budowę nowych pigmentów, i przebarwi te, które obecnie ma w swojej skórze, to już po 48 godzinach (w skrajnych przypadkach po 24 godzinach) możemy opalać go dalej, dobierając ponownie odpowiedni czas opalania. Pomocny będzie również wywiad z klientem - informacja o jego odczuciach po opalaniu. W stosowaniu takich profesjonalnych praktyk niezbędny jest jednak optymalny i rzetelny system pomiarowy skóry, który dziś zrealizować możemy tylko przy użyciu SkinControl. Więcej informacji na stronie www.skincontrol.solarium.pl

 

Czy klienci chcą bezpiecznie się opalać?

Z badań zachowań klientów salonów solaryjnych wynika, iż większość klientów tylko pozornie lekceważy bezpieczeństwo opalania. Wynika to z przyzwyczajeń, których nabraliśmy podczas opalania na plaży. Opalanie aż do poparzenia nie należało w przeszłości do wyjątków, dlatego też wielu z nas nieświadomych zagrożeń wierzy, że nie jest to aż takie szkodliwe. Wychodzimy na plażę, opalamy się do oporu (z kremem ochronnym lub bez niego), wieczorem smarujemy skórę kwaśnym mlekiem, modląc się o to, aby następnego dnia naszego urlopu nie bolało aż tak, aby nie dało się wyjść się poopalać - bo przecież szkoda by było zmarnować tak wartościowy dzień naszego wypracowanego urlopu, a brązowa skóra to przecież wykładnik tego, czy urlop był udany. I tak z powodu niewiedzy popadliśmy w diabelski krąg ciągłego ryzyka z rakiem skóry, który towarzyszy w pierwszej linii nie samemu opalaniu, lecz poparzeniom wynikającym z nieumiejętnego obchodzenia się z dobroczynnymi promieniami słonecznymi.

 

Gdyby w szkole podstawowej albo chociażby średniej uczono nas tego, jak obchodzić się z życiodajnym darem, jakim jest światło słoneczne, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Przyzwyczajenie do bagatelizowania skutków udaru słonecznego prowadzi do błędnego oczekiwania i zarazem zachowania klienta salonu solaryjnego. Tymczasem my, właściciele salonów solaryjnych, po których spodziewać się można pomocy w prostowaniu tego zachowania i wypełnienia luki edukacyjnej naszego systemu szkolnictwa, przymykamy oko, licząc pieniądze wpływające codziennie do kasy salonu. Nasuwa się jednak pytanie: jak długo nasi nieświadomi klienci pozwolą nam na liczenie tych pieniędzy? Tak długo, jak długo pozostaną w nieświadomości lub dopóki nie poddadzą się jednostronnemu wpływowi mediów, co będzie oznaczać, iż całkowicie zrezygnują z usług zarówno naszego, jak i innych salonów.

 

Na pytanie zadane klientom dwóch opolskich salonów solaryjnych, brzmiące: czy jeśli mieliby wybór, inwestując 70 złotych w opalanie swojego ciała, zdecydowaliby się na wydanie 20 złotych dodatkowo na bezpieczeństwo, aż 50% ankietowanych powiedziało "tak". Przy podobnie zadanym pytaniu, gdzie różnica w kwocie inwestowanych pieniędzy wynosiła 10 złotych, grupa ta liczyła 70%, a przy 5 złotych wydanych na bezpieczeństwo ponad 90% ankietowanych wyraziło gotowość do ich wydania. Warto podkreślić, że przy pierwszym pytaniu, gdzie różnica wynosiła aż 20 złotych, główną część klientów rezygnujących z inwestycji w bezpieczeństwo stanowiła młodzież szkolna. Czy więc nie warto się zastanowić nad inwestycją w naszą wspólną przyszłość bezpiecznej branży solaryjnej?

 

Niepotrzebny wydatek czy inwestycja?

W chwili podejmowania decyzji o ewentualnej inwestycji należy zastanowić się przede wszystkim nad tym, dla kogo to robimy, dlaczego to robimy i jakie mamy oczekiwania. Wydanie kilku czy nawet kilkunastu tysięcy złotych może dla jednego właściciela oznaczać dobrą inwestycję, dla innego - niepotrzebnie wydane pieniądze. Ważne jest szczegółowe określenie grupy naszych klientów, ich upodobań i przyzwyczajeń. Jeśli kładziemy nacisk na jakość usługi i budowanie pozytywnego image'u naszego studia oraz mamy jednocześnie możliwości utrzymania rentownej dla nas ceny za jednostkę opalania, to inwestycja w system pomiaru skóry okaże się dobrym wydatkiem, który z jednej strony dowodzi naszego profesjonalizmu, przekonując naszych klientów, iż dokonali dobrego wyboru, opalając się w tak nowoczesnym salonie, a z drugiej strony zadba o pozyskanie nowego kręgu klientów, których nie przyciągnęlibyśmy do siebie ani ceną usługi, ani reklamą, iż posiadamy najmocniejsze urządzenia na rynku. Jeśli natomiast balansujemy na krawędzi bankructwa, a ceny opalania doprowadzają nas do granicy opłacalności, to już za późno na taką inwestycję, ponieważ tego, kto już raz zapłacił 40 groszy za minutę opalania w naszym solarium, ciężko będzie nam przekonać do wydania większej ilości pieniędzy z powodu wprowadzenia pomiaru skóry. Pomiar ten powinien być usługą zupełnie bezpłatną i nie należy w żadnym wypadku z powodu jego wprowadzenia podnosić ceny usługi. Logiczny jest natomiast fakt braku potrzeby jej obniżania z powodu konkurencji. Tak więc zamiast walczyć o klienta przez obniżenie ceny, warto się zastanowić, czy nie ma innej możliwości, np. takiej jak profesjonalizacja usługi, polegająca na wprowadzeniu efektywnego i wiarygodnego systemu pomiaru skóry i doboru czasu opalania. System taki sprawdza się bardzo dobrze w kompleksach odnowy biologicznej, gdzie usługi solaryjne proponowane są równolegle z kosmetycznymi. Jeśli zakład jest stosunkowo duży i może pozwolić sobie na taką inwestycję, to zdrowe i kontrolowane opalanie będzie bardzo dobrze uzupełniać inne usługi, nie rzucając cienia na profesjonalizm zabiegów kosmetycznych.

 

Czy mierzyć każdego?

Jak już wspomnieliśmy, klienci solariów są rozmaici i błędem byłoby nasze dążenie do uszczęśliwiania na siłę każdego z nich. Naszym celem jest raczej wyraźne pokazanie możliwości i udostępnienie klientowi najnowocześniejszej techniki. Prędzej czy później każdy z niej skorzysta - choćby z ciekawości. Wtedy się okaże, czy jest tym zainteresowany czy też woli opalać się według swojego uznania. Z doświadczenia wiemy, że 20% klientów nigdy nie skorzysta z takiej usługi, ponieważ nie uważa tego za konieczność, a sam fakt pomiaru skóry uważają raczej za zbędną zabawkę aniżeli za przydatną w procesie opalania podpowiedź. W fazie początkowej liczba nieufnych klientów może sięgać nawet 50%. Wśród nich znajdują się bardzo młodzi ludzie, chwalący się przed kolegami tym, że wytrzymali 20 minut na najmocniejszym urządzeniu w salonie. Według wskazań systemu do osiągnięcia tego efektu wystarczyłaby połowa tego czasu. Ciężko byłoby powiedzieć takiemu młodemu człowiekowi, że wyrzuca pieniądze przez okno, bo on w swoim mniemaniu opala się bardzo oszczędnie - nawet nie kupuje kosmetyków, bo nie ma na to pieniędzy. Cóż za ironia losu! Ten właśnie klient szkodzi sobie podwójnie, a my jako właściciele na to patrzymy i nie grzmimy! A może nie chcemy tego widzieć. Najczęstszym powodem takiego zachowania jest strach przed utratą pieniędzy. Ale ktoś, kto opala się 20 minut, zostawia przecież podwójną ilość pieniędzy. Warto pamiętać (i przekonać o tym klienta), że podobną sumę można zostawić, kupując mniej minut, a do tego kosmetyk. Nie zrobi się tego z dnia na dzień, ale dzięki wytrwałości i zaangażowaniu właściciela salonu lub profesjonalnego personelu pozyskacie Państwo w ten sposób klienta, który przyniesie zakładowi dużo więcej niemierzalnych korzyści, polecając swoim znajomym Państwa salon.

 

Warto nawet jeden raz

Czy mierzyć każdego za każdym razem czy co drugi raz - to nie powinno stanowić problemu głównego. Najważniejsze dobrodziejstwo, jakie nam daje system pomiaru skóry, wynika z pierwszego pomiaru podczas pierwszej wizyty w salonie. Już samo to, że salon posiada taki system, pozostaje na długo w głowie klienta. Jeśli popatrzymy na to właśnie z takiej perspektywy, to ani chwili nie będziemy się zastanawiać nad słusznością posiadania takiego urządzenia. Dodatkowym argumentem może być pomiar, który warto zaproponować po dłuższej przerwie w opalaniu - w celu kontrolnym. Jeśli posiadamy kartotekę klienta, to wyniki takiego pomiaru możemy archiwizować i skonsultować od czasu do czasu z klientem. Z całą pewnością będzie to odebrane jako troska o jego zdrowie i jednoczesne świadectwo jakości świadczonych przez nas usług.

 

Przygotowanie do urlopu

Wielofunkcyjność systemu SkinControl jest zaskakująca pod każdym względem. Wbudowany czytnik kart chipowych umożliwia nam wydawanie kart klientom, którzy chcą z wizyty na wizytę śledzić efekty opalania. Zarówno te widoczne, jak i niewidoczne są wykazywane w wartościach procentowych w odniesieniu do ostatniej wizyty. Widoczne to przyciemnienie naskórka, a niewidoczne - jego pogrubienie wpływające znacznie na stopień odporności naszej skóry na działanie UV. Takie rozwiązanie techniczne umożliwia wiarygodne świadczenie usługi przygotowania do urlopu. Nawet jeśli nie starczy nam czasu, aby klient stał się czekoladowo brązowy przed wyjazdem na urlop, jesteśmy w stanie spokojnie powiedzieć, iż to właśnie dzięki nam będzie mógł się spokojnie opalać na plaży bez konieczności smarowania się przez dwa tygodnie kremem z faktorem 30 i nie będzie musiał z tej plaży uciekać po 15 minutach. Pamiętajmy, że nawet gra w piłkę na zacienionej palmami plaży czy siedzenie pod parasolem na piasku jest korzystaniem ze słońca; takie zacienienie ogranicza działanie UV na naszą skórę tylko o 30 do 50%. Jeśli do tego dodamy wyniki amerykańskich badań mówiące o dużej szkodliwości kosmetyków zawierających chemiczne blokery UV, to przygotowanie skóry do urlopu w solarium powinno stać się z czasem tak normalne jak pakowanie walizek. Dzięki SkinControl jesteśmy w stanie już dziś świadczyć usługę, którą niestety większość z nas traktuje z przymrużeniem oka. Dlaczego? Bo nie widzi w niej może odpowiednich pieniędzy. Nie warto się starać dla tak małej grupy. Jeśli jednak pomyślimy, że można by było współpracować w tej kwestii z przemysłem turystycznym, to rozwijają się przed nami nowe i szerokie horyzonty, gwarantujące nam stałe dochody, bo przecież czasy, kiedy ludzie jeździli na urlopy tylko w lipcu, dawno przeminęły. Jeździmy cały rok i to w miejsca, gdzie bez przygotowania naszej skóry ciężko przetrwać na słońcu dłużej aniżeli kilkanaście minut bez ryzyka poparzenia.

 

Wyznacznik profesjonalizmu

Reasumując: To nie nowoczesność urządzeń, moc lamp czy wystrój salonu jest wyznacznikiem naszego profesjonalizmu. Najważniejsze jest uczciwe podejście do klienta, dbałość na każdym kroku o jego komfort, bezpieczeństwo i jakość opalenizny. Inwestycja w zadowolonych klientów to najlepszy kapitał na długą i świetlaną przyszłość naszego salonu. Nowoczesna technika wychodzi naprzeciw nowoczesnym właścicielom solariów, oddając do ich dyspozycji urządzenie pozwalające na perfekcyjne dopasowanie oferty do indywidualnych potrzeb każdego klienta. Warto się nim zainteresować i zainwestować w przyszłość - wkroczyć w nową erę opalania!

 

Leszek Kryniewski

www.solarium.pl




Być może zainteresują Cię inne pozycje z tej kategorii: